czwartek, grudzień 29, 2011

kokon

Dużo rzeczy w głowie mi siedzi.
Nie odbiegają od ustalonych norm i granic normalności.
Ostatnio chciałabym wyciągnąć sobie część tych myśli i spojrzeć na nie z dystansu.
Mam jakiś problem z wysławianiem się poprawnym, zrzucam to oczywiście na to, że mam "za dużo na głowie" albo złą organizację życia w nowych warunkach. Okres adaptacji to zawsze jest dla mnie czas większego stresu i konieczności posiadania poczucia akceptacji i wsparcia z zewnątrz. Do czego nie lubię się przyznawać, gdyż jest to pewnego rodzaju słabość. Świadomość swoich słabości mam całkiem dobrze rozwiniętą co powoduje świetnie wykształcony system samo-sabotażu. Czasami nie mogę się nadziwić jak to człowiek może być tak skonstruowany by samemu sobie życie uprzykrzać? Jednak widzę, że zmianą jest to, że chociaż niektóre rzeczy idą mi opornie, to robię krok na przód. Oj jak ciężko jest nad sobą pracować... żmudna robota.
Wyzbywam się pesymizmu, którym na przestrzeni lat przesiąknęłam okropnie, już jakiś czas temu zamieniłam tradycyjne narzekanie na czarny humor, ale chyba czas spróbować czegoś nowego, zupełnie nowego bieguna -mizmu.
Szkoda, że proces dorośnięcia do pewnych rzeczy, decyzji, pomysłów zabiera mi tak dużo czasu, uwiłam sobie całkiem przytulny kokonik bezpieczeństwa, którego nie za bardzo chcę opuszczać. To jak poranne wstawanie. Wiem, że muszę, ale przecież rano jest tak przyjemnie w łóżeczku :] Takie pozorne bezpieczeństwo - wszyscy idą do przodu, a kokonik mnie hamuje.
Długa droga przede mną.
Zatem dobrze, że lubię chodzić :)

środa, lipiec 27, 2011

ggrrrrrrrrrr


Coraz trudniej jest mi zachować wiarę w to, że robienie planów ma sens :/ zaplanuje coś i srrruu, o nieee, nie tym razem maleńka. Jeb i tyle. Oczywiście jeśli są to plany zbiorowe to prawdopodobieństwo rozpieprzenia się jest większe, ale okropne jest to, że jeśli planuje coś z kimś, lub z kilkoma kimsiami to robię to z kimsiami w moim mniemaniu godnymi zaufania. Pewnie dlatego złość, a potem smutek są większe niż po tym jak sama za sabotuje własne działania.

Do tego wszystkiego, mózg mi się dzisiaj przeokropnie marszczy i spadają same 'gorsze' wiadomości na mnie. Tylko wyjechać w pip daleko zabunkrować się na jakieś plantacji bawełny i rypać po 16 h i nie mieć siły na myślenie o czymkolwiek, a tym bardziej kimkolwiek.

Kilka głębszych... oddechów i będzie dobrze. Choć dzisiaj dałabym się namówić na coś mocniejszego, nawet w zadymionym pubie- jak tylko skończyłam to pisać stwierdziłam, że wcale nie. Na coś mocniejszego, tak. w pubie, tak. w zadymionym., jednak nie. Całą sobą i członkami, które posiadam jestem za zakazem palenia. Papierosy to zło. Nie przejawiam poglądów radykalnych (poglądy radykalne uważam o wiele bardziej niebezpieczne "w rękach" ludzi wykształconych, gdyż uzasadnianiają oni swoje często chore hasła argumentami pseudonaukowymi- ale to tak tytułem meeeega dygresji), ale w tej kwestii wiem swoje :P Z-ł-o.

You know I'm no good

Ciekawa sprawa- gdy umiera ktoś znany,to przez pewien czas w radio, na vivie, a nawet MTV- a to już jest szał, każdy chyba zauważył, ze MTV z typowej stacji telewizyjnej stało się kanałem głupawych programów ( a raczej z programu telewizyjnego stał się programem głupawych audycji- wg rozumienia Prawa Prasowego :P), przerażające jest to, że MTV było kiedyś, dawno, w zamierzchłych czasach programem, który rzeczywiście był głosem młodych ludzi, gdy teraz sobie myślę, że nadal taki jest, to, aż mi przykro jaka młodzież to ogląda. Ale wracając do głównej myśli, po śmierci znanej osoby poziom nadawanej muzyki jest wyższy, podobnie było, gdy zmarł Jan Paweł II wtedy namiętnie słuchałam eski, przy żałobie narodowej było gorzej bo z tego co pamiętam na samym początku programy muzyczne w ogóle nic nie puszczały. Jednak miło było chociaż przez chwile na polskiej MTV usłyszeć muzykę.

sobota, lipiec 23, 2011

what's the use of looking?

Ilse, you frightened me

What are you looking for?

If only I knew

Then what's the use of looking?

I'm on the way home, want to come?

I don't know

God, you remember how we used to run back

To my house and play pirates

Vendla Bergman, Melchior Gabor, you and I?

Actually I better go

Walk as far as my house with me

I wish I could

Then why don't you?

Eighty lines of virgils, sixteen equations, a paper on the hopsboard


Zawsze, gdy słucham tego utworu, mam nadzieje, że Moritz jednak przyjmie propozycje Ilse i jednocześnie swoją metaforyczną, ostatnią deskę ratunku.

Britisz

Trochę ślamazarny ten weekend, głównie pochłonęła mnie książka i snucie się po mieszkaniu.

Przed chwilą wróciłam z wizytą u mamy, gdzie 'męczyłam' ją (nie sądzę by to było nieprzyjemne) moimi wywodami, ogólnie mówiąc, o brytyjskich aktorach. To wszystko sprawka Dziennika B. Jones bo to rzuciło moje myśli na Colina i tak jakoś gładko przeszło, zapewne trochę pod wpływem niedawnej premiery Harrego, na Ralpha, Alana, Garego, Jasona, Liama etc. Ale chyba coś w tym jest, że Wyspy mają dar do produkowania utalentowanych, czarujących i interesujących aktorów (aktorek oczywiście też). Mają oni jakiś taki urok osobisty i charyzmę, może to i sprawka akcentu, który przyciąga o wiele szybciej i na dłużej. Akcent akcentem, ale taki Rickman to mógłby czytać mi instrukcję obsługi wiertarki, a ja tylko słuchałabym z wielkim zainteresowaniem. Tak sobie ostatnio pomyślałam odmuchując z kurzu książkę o Paderewskim, że przeczytałabym sobie jakąś auto czy po prostu biografie, może jakiegoś brytyjskiego aktora? Coś na pewno istnieje :) Chociaż przede mną Neron i książka Ann Kirschner. We'll see...

zastanawiam się czy ktoś jeszcze ma czasami problem z rozróżnieniem Liama Neesona i Ralpha Finnesa. Ja czasami muszę się zastanowić, który gra w lektorze...


Mało pochlebne zdjęcie...

piątek, lipiec 22, 2011

HP vs Sparkle

Harry Potter is about confronting fears, finding inner strength and doing what is right in the face of adversity. Twilight is about how important it is to have a boyfriend

ooo jak się z tym zgadzam. Przeczytałam i HP i sagę zmierz (a tak przy okazji "sagi" słowo to w ogóle mi nie pasuje do Twilight pomimo tego, iz wg słownika języka polskiego saga to: 1. «staroskandynawska opowieść o wielkich rodach, bohaterach i władcach» emmm ignorując 'staroskandynawska' to wielki ród to nie jest, ani Bello-rodzina, ani ta wampirza bo to raczej taki składak, ew. wataha by się łapała, ale oni nie są głównymi bohaterami. No, ale tutaj moje czepianie się kończy...
2. wielotomowa powieść lub serial filmowy przedstawiające dzieje jakiejś rodziny lub bohatera- powinny być jakieś wyjątki np wielotomowy romans to nie saga :P)

Kroniki Wampirze to już zupełnie inna sprawa... :)

W każdym razie Syriusz w 3d rlz :D

skarby

Wczoraj nie wiem co mnie naszło, ale otworzyłam jedna z zapomnianych półek. O! Już wiem dlaczego! Szukałam śpiworka, cóż wyjazd nad morze się zbliża, a to może być przydane. W każdym razie otworzyłam, znalazłam śpiwór i zauważyłam książki. Nie mogłam ich nie pomacać, wyciągnęłam łapki i teraz mam kilka nowych książek na półkach ( to nic, że ledwo mi się tam wszystko mieści, książki nie powinny być chowane gdzieś w głuszy). Znalazłam np. biografię Paderewskiego, która czytałam kiedyś w gimnazjum- a to było dawno temu. Mam także „Historię Żółtej Ciżemki”, prezent na jakieś chyba 10 urodziny od sąsiada, dokopałam się do książki o Papieżu Joannie, to może by ciekawe. Don Candeloro i jego Trupa zabrzmiało ciekawie więc też zwędziłam. Ale chyba gwoździem programu jest „Potop” rozpadające się 3 części, które jeśli czas pozwoli chce przeczytać. W szkole czytaliśmy tylko fragmenty. Mało co pamiętam z tego więc chce zobaczyć kim była ta Oleńka i czy opłaca szukać tego Kmicica :P

poniedziałek, wrzesień 13, 2010

Dres, kocyk i film o zabijanu - bo inni mają gorzej.

Wstałam. No dobra, przestawiłam budzik o 15 minut, ale kiedy minęły wstałam. Zrobiłam kawę, biegałam spanikowana po chacie, w nocy spało mi się niewiarygodnie źle, pół sen pół czuwanie jakby miał ktoś przyjść i mnie zabić podczas snu. Ale ogarnęłam się, zadecydowałam, ze ubieram sukienkę, gdyż przywdziewając dżinsy mogłabym się narazić na gniew Miszcza. Już chyba lepiej jakbym się naraziła tymi dżinsami, a nie moja niewiedza z prawa autorskiego. No, ale i do tego dojdziemy. Niestety. To dochodzenie nie będzie miało nic wspólnego z jakakolwiek przyjemnością. No chyba, ze ktoś ma wysokiego poziomu zboczenie. Wtedy enjoy!!!! Ale wracając do głównego wątku. Po spakowaniu wszystkiego, oczywiście ojciec musiał mnie zdenerwować, dlaczego starsi ludzie idą spac późno niczym Batman buszujący po mieście poszukujący złoczyńców, a wstają jak pierwszoklasiści do szkoły? Dobrze, ze moja jakaś intuicja, albo po prostu doświadczenie życiowe mi podpowiedziało 'zabierz kosmetyki z łazienki' to dawało mi szanse pomalowania się. Teraz z perspektywy czasu stwierdzam, ze mogłam TEGO nie robić. Może twarz z siniakami pod oczami i jedno wielkie przerażenie, które niestety zamalowałam, wzbudziłoby w nim chęć zadania innych pytań. W każdym razie dotarłam na dworzec, kupiłam bilet zobaczyłam hordę ludzi i pomyślałam, ze jak nic będę stała, potem pomyślałam, ze nienawidzę PKP, a potem, ze chłopak, który kolo mnie przeszedł jest bardzo interesującym młodzieńcem. A potem czytałam opracowanie prawa autorskiego i nawet nie chce myśleć o tym, ze to było koniec końców niepotrzebne bo i tak wyszło jak wyszło. Czyli dupnie. No, ale nic nadjechał piszczący jak ja na widok wielkiego owłosionego pająka pociąg i wtoczyłam swoje szacowne 4 litery do środka. I tak udało się miałam miejsce siedzące. Oczywiście teraz oddałabym to za inne pytanie na egzaminie, ale w tej grze nie ma takich zasad. Czasami to się zastanawiam czy jakiekolwiek zasady obowiązują, chociaż pewnie i tak nigdy nie chciałoby mi się przeczytać instrukcji z zasadami. Ekipa kobiet z którymi jechałam była super znośna. Po wyjściu na stacji Poznań główny myślałam, ze się osikam- wina ojca i jego blokady łazienki. Ale nic kupiłam bileciki i pognałam na 14 myśląc o Moni i Qlecie ten tramwaj zawsze mi się będzie z nimi kojarzył tak jak 16 z Agatka :) no, ale wpadłam na wydział i do toalety co nie umknęło czujnemu oku moich kochanych Misiaków. Szkoda tylko, ze ja ich nie widziałam. Dlatego tez wspięłam się do góry na ten korytarz na którym Boga nigdy nie widziano. Moje ślepe oko ujrzało Sebe. Jak widać Miszcz nie zna litości zarówno dla studentów dziennych jak i zaocznych. Wymienione kilka nerwowych slow, jeszcze wtedy byłam optymistka, głupią, ale optymistką. Później było coraz lepiej, pojawili się oni moje mordki co ich uwielbiam niesłychanie i jakoś tak moje serce napełniła radość, ze pomimo szitu w jakimś się znajdujemy taplamy się w tym razem. A ja z nimi uwielbiam i upijać się przeokropnie i spędzać cale dnie na wspólnym robieniu niczego :P Czas przedegzaminowy okraszony był wieloma salwami śmiechu, co było spowodowane m.in. opowieściami Jeremiasza czy ciętymi ripostami Agatki. Jeszcze na początku dwójka seksownych młodzieńców dodała otuchy (również poprzez komplementy- a jak wiadomo każdy jest łasy na nie). Czas leciał nam całkiem szybko. Agata podrywała Sebę, on [udawał] nieśmiałego, Jakub nie mógł oprzeć się moim butom, ale rozumiem go każdy ma swoje słabości, ja jakbym zobaczyła u kogoś Guardiolę na czyiś stopach też chciałabym dotknąć. Pomiędzy tym wszystkim nadszedł na nas czas. Powiało grozą, jak za każdym razem, gdy Miszcz wyłaniał się ze swojej jaskini terroru. I teraz ten moment chciałabym wyciąć, nie dlatego, że poległam, ale dlatego, że przeraża mnie to, że po wyjściu powinnam się rozbeczeć, a wcale mi się nie chciało, wcale nie czułam się jakoś przybita- za to teraz nadrabiam.
Oczywiście ja i moja idealna silna wola dałyśmy się namówic na piwko w sfinksie, co prawda wyszło z tego tyle co wspólny obiad z pepsi :P Po drodze odebrałam 3 telefony, żadna z osób nie uwierzyła w moje słowa o niezaliczeniu- chyba nie jestem dobra w przekazywaniu złych wiadomości- ale byli twardzi [lol] przyjęli to na klatę.

Ach... a potem się rozpadało i wraz z tym deszczem spadł na mnie humor zły, okropny i w ogóle bóóóóóóó
A potem wsiadłam nie w ten pociąg, ale się ogarnęłam.
A potem ojciec przyszedł.
-jesteś głodna?
-nie, zjadłam duży obiad w Poznaniu
-a jak egzamin?
tylko spojrzałam na niego
-nie zdałaś? [osz jak Tyś na to wpadł?]
-nie zdałam
-coś tak czułem
zajebiście, znalazł się przepowiadacz, niech mnie drzwi, szkoda, że wcześniej nie mówił to bym się tak nie spinała.
Ale przynajmniej oswoił się z myślą warunku. Jego pierwszy mój warunek, myślę, że trzeba to opić...